
W mainstreamie utrwalił się obraz kobiety w trakcie miesiączki. Każda z nas go zna! Furiatka z szalejem w oczach i włosami w nieładzie. Czy zastanawiałaś się kiedyś, jak bardzo ten obraz jest dla nas – kobiet – krzywdzący?
Ciało jako przedmiot codziennego użytku
Miesiączka – symbol zdrowia, kobiecej witalności i płodności oraz nieodzowny element fizjologii naszego ciała – został sprowadzony do zakupu podpasek i złego humoru. My same określamy menstruację jako stan psychicznego i fizycznego bólu. Całkowicie pomijając fakt, że posiadanie regularnej miesiączki w XXI w. to luksus! Luksus, który co miesiąc informuje mnie m.in. o tym, że dobrze się rozwijam, mam zdrowe hormony, nie jestem przemęczona, nie mam PCOS, mogę zajść w ciążę, jeżeli tylko tego chcę.
Jako ginekolog z niepokojem obserwuję coraz młodsze kobiety, które przychodzą do gabinetów, prosząc o środki antykoncepcyjne tylko po to, by nie mieć okresu lub pytają o zabiegi ginekologiczne, które mogą im to zagwarantować. Żyjemy w czasach, w których ciało traktujemy jako przedmiot codziennego użytku. Jeżeli nie działa tak, jak chcemy, próbujemy je zmodyfikować, nie zastanawiając się, jakie są tego długoterminowe konsekwencje –mówi ginekolog Dorota Niewęgłowska.
Sposób, w jakim mówimy o miesiączce, ma znaczenie. Jest to komunikat, który kształtuje wyobrażenie o okresie wśród naszych dzieci: zarówno chłopców, jak i dziewczynek. Im bardziej jest nacechowany negatywnymi skojarzeniami, tym bardziej umacnia nas w przekonaniu, że jest czymś, co nasz organizm powinien wyprzeć. Już od najmłodszych lat stawiamy siebie w złym położeniu– ciągłej walki ze swoim organizmem.
Miesiączka nie powinna boleć!
Wokół miesiączki narosło przynajmniej kilka krzywdzących mitów, które umacniają nas w poczuciu, że okres to „przekleństwo”.
1) „Miesiączka boli. Taka Pani natura!”
Ból menstruacyjny, który towarzyszy skurczom macicy podczas złuszczania śluzówki, nie powinien utrudniać Ci codziennego funkcjonowania! Jeżeli okres to dla Ciebie czas ciągłego zażywania środków przeciwbólowych i innych nieprzyjemnych dolegliwości (jak wymioty, biegunka czy migrena), skonsultuj się z ginekologiem, fizjoterapeutką uroginekologiczną, endokrynologiem lub dietetykiem. Wykonaj pełny zestaw badań. Nie poddawaj się i szukaj przyczyny złego samopoczucia. Masz prawo do życia bez bólu.
2. „PMS to czas na fast food i niezdrowe przekąski”
PMS (zespół napięcia przedmiesiączkowego) to czas przygotowania organizmu na krwawienie. Wtedy nasz mózg wysyła sygnały, by wzmocnić organizm i uzupełnić „zapasy”. Są to tzw. okresowe zachcianki. Pamiętaj jednak, że warto zachować umiar. Nie oddawajmy się wyłącznie słodkim uciechom! Podczas okresu unikajmy słonych i ostrych przekąsek. Zamiast tego uzupełnijmy jadłospis o lekkostrawne produkty m.in. zielone warzywa, orzechy lub ziołowe herbaty. Od razu poczujemy się lepiej!
3) „Złe samopoczucie przed okresem = zero aktywności fizycznej”
Umiarkowana aktywność fizyczna podczas miesiączki jest naturalnym lekarstwem na ból. Spacer, joga, pilates pomogą rozluźnić już napięte mięśnie dna miednicy. Ruch zadziała na obolałe ciało kojąco, a wydzielające się podczas niego endorfiny poprawią Twoje samopoczucie.
4) „PMS = jestem zła. Nie podchodź!”
Nic nie pomaga podczas okresu tak, jak „ukochanie” własnego ciała. Opatulenie go kocem, ogrzanie brzucha termoforem, poświęcenie mu więcej uwagi niż zwykle. Pozwólmy sobie w tym czasie na więcej miłości i przytulania! To naturalnie załagodzi wahania nastrojów, które najczęściej wiążą się ze skokami poziomu prolaktyny. Dotyk działa antystresowo, powoduje wydzielanie endorfin (tzw. hormonów szczęścia), które korzystnie wpływają na samopoczucie, redukując uczucie lęku. Dzięki dotykowi zmniejsza się poziom hormonu stresu, kortyzolu, a rośnie poziom oksytocyny.
W przypadku poważnych zaburzeń nastroju nie bój się porozmawiać o tym ze swoim lekarzem.